Czy graffiti w Olsztynie umarło?

Autor: Karolina Rogóz-Namiotko

Dodano: 07-10-2018

Olsztyn, ul. Jarocka 61

Czy w kontekście rozwoju nowych mediów i powstawania coraz to nowych środków wyrazu artystycznego, jest jeszcze miejsce na przejaw takiej spontaniczności jak graffiti?  Można by śmiało powiedzieć, że ten rodzaj twórczości powoli zostaje zastępowany przez jego legalne aspekty. Warto tutaj podkreślić, ze graffiti to przede wszystkim napis. Monstrualne murale, które ozdabiają ściany w dzielnicach różnych miast to naturalny odłam tej sztuki, który poszedł w stronę legalizacji i  zaczyna być społecznie akceptowalny. 

Jak to się stało, że coraz rzadziej powstają nowe ,,wrzuty’’? Czy potrzeba ,,wyżycia się’’ twórczego z murów przeniosła się do Internetu? Aby uzyskać odpowiedź na moje pytanie, zapytałam jednego z aktywniejszych grafficiarzy jak postrzega obecne zjawisko. Czy faktycznie możemy mówić o wymieraniu sztuki ulicznej czy może wręcz przeciwnie.

KRN: Czy graffiti w Olsztynie umarło?

NEOS1: W porównaniu z końcem lat 90\'tych i początkiem millenium do czasów teraźniejszych, wizualnie można odnieść takie wrażenie. Bardzo zmieniły się realia mające wpływ na klasyczne nielegalne graffiti, którego zawsze będzie więcej. Brak pomazanych wszędzie ścian jest wynikiem cywilizowania kulturowego na zasadzie przykładania większej wagi do wyglądu estetycznego przez właścicieli elewacji. Do tej kwestii rozwoju dochodzi także mocno rozprzestrzeniony monitoring w postaci kamer obrotowych, który zależy od czujności jego dyżurnych, ale w efekcie skutecznie odstrasza. Urząd Miasta, spółdzielnie i ludzie posiadający prywatne obiekty swoją drogą nauczyli się przez te wszystkie lata w jaki sposób szybko usunąć niechciany obrazek ze swojej ściany. Jeżeli chodzi o drugą formę galerii graffiti czyli pociągi to działa to na tej samej zasadzie. Mówi się także o wymogach Unii Europejskiej, ale nie wiadomo czy to nie nastąpiło samoistnie na zasadzie najzwyczajniejszego zadbania o swój wizerunek przez Polskie Koleje.
Z biegiem lat dla doświadczonych writerów zmieniają się także priorytety, dlatego nie można powiedzieć, że graffiti w Olsztynie umarło, ono ewoluowało na różne płaszczyzny takie jak np. płótna lub malowanie w miejscach niewidocznych i trudno dostępnych aby odciąć się od miejskiego gwaru i gapiów, po to by pomalować w ciszy i spokoju zarazem mając pewność że dzieło pożyje wiele lat dzięki niewiedzy innych o nim. Najsztywniejsi gracze z Olsztyna malują bardzo dużo tego typu miejsc, czyli pustostanów, opuszczonych, niczyich i zapomnianych ścian często na obrzeżach miasta. Młodsi też dojrzewają do teko toku myślenia, reszcie nie chcę się szukać takich miejsc lub legalizować swoich i pozostają przy ciągłym pokrywaniu się na starych i sprawdzonych spotach takich jak np. najdłuższa legalna ściana na Synów Pułku.
Dodatkowo scena od wielu lat jest też mocno podzielona konfliktowo, nie działa spójnie jak jeden organizm, ale tak jest w każdej dziedzinie reprezentowanej przez ludzi więc to chyba normalne. Chociaż w tym wypadku obwiniałbym tylko parę jednostek, nie całokształt.

KRN: Jakie są perspektywy rozwoju?

NEOS1: W Olsztynie powoli legalizowane są nowe miejsca na własną rękę, nie są duże, nie zawsze przy głównych ulicach i zazwyczaj należą do dyspozycji wyłącznie paru osób, ale to w mieście widać. Scena może pochwalić się bogato zamalowaną linią kolejową, której galeria ciągle puchnie.
W ogólnej perspektywie rozwoju nie ma znaczenia, że wewnątrz są konflikty, ponieważ obydwa fronty malują ze wzajemną premedytacją, dlatego samorozwój i coraz to większa graff ekspansja terytorialna będzie trwać, ale trudno powiedzieć czy będzie to widoczne dla większości społeczeństwa.
Jeżeli ktoś przykładowo zajmuje się głównie malowaniem pociągów to pomimo zostawiania sporej krwawicy na zajezdni, przeciętni ludzie tego nie zobaczą ponieważ w dzisiejszych czasach pomalowana kolejka nie wyjeżdża, czasem robi tylko jeden kurs lub jest szybko wyczyszczona przed wyjazdem. W takiej ewentualności jeszcze trudniej zdefiniować jej rozwój, a przecież to jest właśnie najbardziej organiczna forma prawdziwego graffiti.
Swoją drogą na przykład popieram inicjatywę taką jak Olsztyn Street Art Garden, bo ona także ma wpływ na widoczność nowych rzeczy.

KRN: Czy legalne formy takie jak street art nie przyczyniają się do wymierania graffiti, które jest pewnego rodzaju buntem, a jego podstawową cechą jest ten pierwiastek nielegalności?

NEOS1: Czasem trudno rozróżnić, w którym momencie coś staje się grzecznym street artem pod publikę a kiedy jest to złe ,,grafity''. Praca może posiadać te dwa aspekty naraz bo np ktoś wykonał szablon na nowym bloku, ale przedstawia on ozdobiony napis ,,ludzie kochajmy się'' w sercu.
Z jednej strony panuje teraz moda na street art i dużo ludzi próbuje ,,przyświrować'' z siebie Banksy\'ego, ale z drugiej dosyć łatwo i szybko można zdefiniować co jest czym, czy coś należy do tej sfery czy jest to surowe graffiti.
Młodym ludziom łatwiej i modniej jest zrobić szablon, najlepiej wydrukowany lub zaprojektowany na komputerze, tematycznie socjologiczny, niż wymyślić swoje imię w pomysłowej i oryginalnej czcionce. Ważnym faktem jest też wykonanie, klasyczne litery nielegalnie wykonuje się najkrócej ok. 10 min a przeciętny szablon ok. 1min.
Sama nazwa Street Art posiada człon o znaczeniu ,,sztuka'' stąd też jest milej widziana. Dlatego gdy legalizuje gdzieś ścianę lub przedstawiam się w ramach swojej twórczości to unikam wyrazu ,,graffiti'' ponieważ on z reguły odstrasza a swoje wrzuty te ,,fajniejsze'' nazywam muralami. Taki jest już utarty kanon, że przeciętnemu człowiekowi w średnim wieku wyraz ,,graffiti'' kojarzy się z napisem ,,chwdp'' na bloku.
Ciężko jest wyznaczyć granicę pomiędzy tymi dwiema odmianami ulicznej sztuki, ponieważ często się ona zaciera, przykładowo jeżeli ktoś wykonał obrazek na ścianie legalnie i nie ma tam liter to można powiedzieć, że jest to Street Art, ale zrobił to sprayami i nie użył do tego szablonu, więc?...utopią jest próbowanie zważyć do końca co jest czym, chyba że jest to ewidentne jak szybkie srebro/nielegalne imię a poprzyklejane tasiemki na wzór instalacji uliczno artystycznej.
Ważną różnicą jest też kto i skąd się za to bierze. Surowe i prawdzie graffiti to brudny klimat i z reguły są to ludzie nastawieni na adrenalinę oraz poświęcenie wraz z konsekwencjami prawnymi, życie takim trybem to coś więcej niż zabawa w kotka i myszkę z organami ścigania. Ludzie uprawiający radosny street art są milej widziani przez społeczeństwo. Nie uzyska się wyniku, które jest spychane na bok ponieważ się to przeplata, nie można tego ani zaszufladkować ani obiektywnie ocenić. Jeżeli jest się prawdziwym artystą, zarazem writerem i malarzem to trzeba potrafić działać równolegle na wszystkich polach, czyli np potrafić namalować fotorealistyczny portret na zamówienie, ale także ,,truknąć'' szybkie a dobrze wykonane litery na linii kolejowej nie koniecznie w sprzyjających ku temu warunkach lub wykonać komercyjnie reklamę na ścianie. Taka osoba powinna odnajdywać się zarazem w rzeczach typowo graficznych jak i w klasycznie malarskich bez zamykania się w jednym schemacie. Nie chodzi o to aby robić z siebie na siłę dwulicowo artystyczną spółdzielnie czy kameleona, ale o to aby być artystą różnorodnym, wszechstronnym i tacy mają największą szansę na przetrwanie z klasą a nie chowanie się pod jednym szyldzikiem tytułem ochronnego ukierunkowania. Chodzi mi o to ,że uważam ,że nie można np poprawnie zaprojektować graficznie street artowego szablonu jeżeli nie ma się pojęcia o kompozycji lub malować odrealnioną abstrakcję jeżeli nie przeszło się przez malarstwo klasyczne. Nielegalne graffiti rozwija się, przybiera różne formy, wielu writerów, z czasem dochodzi do wniosku, że lepiej jest zalegalizować sobie widoczną ścianę gdzie na relaksie wykona swoje imię, które będzie wisiało sobie w spokoju niż ryzykować o 2 w nocy w stresie malując blok, który po tygodniu będzie odnowiony. Z tym, że osoba która narobiła sporo nielegali przez wiele lat, malując legalnie będzie nadal ,,writerem''/ ,,grafficiarzem'' a osoba, która nie ma tego typu dorobku, malując legalnie nie będzie nim, nawet jeśli wykonuje litery...

KRN: Graffiti i street art to niewątpliwie sztuka kontrowersji. Można ją kochać lub nienawidzić, trudno jednak przejść obok tego obojętnie. Wywołuje w nas różne emocje. Takie ma też zadanie. Poruszyć nas i zmusić do wyrażenia w sposób niewątpliwie emocjonalny jakieś opinii.
Osobiście brakuje mi we współczesnej miejskiej ikonosferze mądrych „obrazów”, które zmuszają do myślenia.  Czy z nagromadzenia tych informacji można wyłonić swoiste medium stanowiące o tej sztuce? Można na pewno próbować przeobrażać przestrzeń miejską w taki sposób, by nie było co do tego wątpliwości. W Olsztynie od 4 lat organizowany jest konkurs Street Art Garden promujący artystów, którzy uprawiają sztukę ulicy. Zakres środków wyrazu jest nieograniczony. Co roku prezentowane są prace artystyczne tj. graffiti, instalacje, rzeźby oraz performensy. Zadaniem festiwalu jest ożywienie przestrzeni miejskiej i nadania jej charakteru galerii. W tym codziennym pędzie i szumie informacyjnym brakuje świeżości, chwili by się zatrzymać i zastanowić lub po prostu podziwiać artystyczne dzieło. 
Próba oswojenia graffiti w ramach sztuki oficjalnej przez lata nie przyniosła jednak zamierzonego skutku. Na siłę wprowadzanie graffiti na salony, które z natury ma być buntownicze mijało się z celem. Czy zatem organizowanie konkursów, które są jednak opatrzone pewnymi zasadami i niosą ze sobą jednak ograniczenia w wyrażaniu wolnej myśli, są dobrym kierunkiem. Mam nadzieję, że tak. Bo czyż to nie cenzura lat 70 XX w. doprowadziła do wyrażania sztuki w sposób mniej bezpośredni. Zakodowane obrazy graficzne przybierały formę, plakatów czy napisów na murach. W czasach totalnej wolności słowa zatraciliśmy nieco potrzebę kodowania przez co sztuka wydaje się bardziej sztuczna mimo że jest bardziej bezpośrednia. Bo „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” (Antoine\'a de Saint-Exupéry ,„Mały Książę”).

Copyright © 2018 Karolina Obrębska