Recenzja: Szef szefów (Teatr Nowy)

Autor: Iga Skolimowska

Dodano: 14-03-2019

Mój pierwszy spektakl w wykonaniu Teatru Nowego w Olsztynie i w reżyserii Grzegorza Gromka. Zgarnęłam ostatni bilet na sobotnią premierę i nie żałuję. Pierwszy raz od długiego czasu mogłam się śmiać w teatrze szczerze i swobodnie, bez obawy, że mój śmiech jest sam w sobie opowiedzeniem się po jednej czy drugiej stronie politycznej barykady.

Od samego początku byłam przejęta całą ideą powstania Teatru Nowego - nowa inicjatywa teatralna w Olsztynie zawsze mnie szalenie cieszy. Bałam się jednak trochę, najbardziej chyba o treści spektakli i ich jakość. Jednak na podstawie obejrzanego wczoraj nowego spektaklu “Szef szefów” mogę przyznać, że uprzedzenia się nie sprawdziły.

W sali pod Amfiteatrem od wejścia wzrok przyciąga scenografia przygotowana przez olsztyńskiego artystę Bartka Świąteckiego. Malowidła na rozpostartym wzdłuż sceny czarnym płótnie mają w sobie coś z kreski graffiti, a cała minimalistyczna scenografia ograniczona do wspomnianego tła i kilku drewnianych prostopadłościanów służących za stołki jest jak najbardziej wystarczająca dla tej gry charakterów, która się zaraz na scenie odbędzie. “Szef szefów” to lekka i przyjemna dla oka komedia, która ma w sobie coś z teatru absurdu, szczególnie jeśli chodzi o charaktery i budowanie postaci. Bohaterowie skrajnie różni wrzuceni zostają w przestrzeń jednego pomieszczenia. Sytuacja oczekiwania na spotkanie z na poły realnym, na poły legendarnym wręcz Szefem rodzi rozmowę i kolejne wyznania nieznających się dwóch mężczyzn.

Spektakl ujął mnie w szczególności sporą dawką bezpretensjonalnego i dobrego aktorstwa. Niezawodny Marcin Kiszluk niewątpliwie czuje się w grotesce i absurdzie jak ryba w wodzie. Widać było jego warsztat aktorski, lekkość z jaką bawi się kreowaniem postaci Pana B. Groteskowość bohatera, zbudowanego przez Kiszluka, nie razi przesadą, nie gryzie i nie irytuje podskórnie, ale pobudza do interakcji i szczerego śmiechu. Kiedy na scenie zjawia się Przemysław Wasilkowski rośnie moja frajda z doświadczania przedniego aktorstwa prezentowanego na wyciągnięcie ręki. Wasilkowski stoi na scenie bardzo pewnie; doskonale wie, co robi, widać, że zna swojego bohatera od podszewki i bawi się zgrabnie jego charakterem, pogrywając ze skrajnie innym w zachowaniu i myśleniu bohaterem Kiszluka.

Jest to prosta fabuła, ale na takie historie, aby były ciekawe, należy mieć też pomysł reżyserski. Grzegorz Gromek nie zawiódł w tej kwestii i sprawił, że pozostałam po spektaklu nie tylko z wspomnieniem dużej dawki śmiechu, lecz także z refleksjami nad kondycją ludzką i z pytaniami o tajemniczego Szefa. Kim był Szef i czy w ogóle istniał? Czy za daleko pójdę doszukując się ukrytego pod gagiem przekazu, że Szef to metafora Boga? Nie wiem, czy taki zamysł miał reżyser, lecz przyznam, że byłaby to bardzo ciekawa interpretacja tekstu.

Bardzo zadziwiło mnie szczere zaangażowanie publiczności, która z resztą wypełniła salę po brzegi. Nienachalne interakcje z widzami, poprowadzone przez Marcina Kiszluka, były żywe, a publiczność miała realne szanse wpłynąć choć trochę na przebieg sceny, zachowanie i decyzje Pana B.

Teatr Nowy w Olsztynie ma dopiero rok i mam nadzieję, że osiądzie na mapie kulturalnej Olsztyna na stałe. Oby starczyło twórcom zapału i sił, by robić teatr na takim poziomie, jakiego mogłam doświadczyć na wczorajszej premierze “Szefa szefów”. To był dobrze spędzony wieczór i życzę Teatrowi Nowemu zawsze pełnej sali i tak dobrze reagującej publiczności.
Copyright © 2018 Karolina Obrębska