Fru fru?

Autor: Tomasz Celler

Dodano: 20-05-2019

fru
Wylądowałem zeszłej niedzieli w Olsztyńskim Teatrze Lalek na spektaklu dla dzieci o intrygującym tytule Fru Fru. Sam spektakl był nie mniej intrygujący i zabrał widza w trawę (gdzie dzieje się akcja), by pokazać, co tam w niej piszczy. Za adaptację tego picturebooka dla dzieci, jak i reżyserię odpowiedzialna jest Karolina Maciejaszek. Fru Fru to imię tytułowego bohatera – małego robaczka, który żywot swój rozpoczyna w kanapce wyrzuconej gdzieś w ogrodzie. Poznaje inne owady, uczy się mówić, uczy się marzyć.

Szczerze mówiąc, nie wiem, jak się zabrać do recenzowania tego widowiska, bo do wyboru mam kilka perspektyw. Pierwszą – dorosłego mężczyzny. Drugą – mojego wewnętrznego dziecka. I w końcu trzecią – rodzica, który ze swoją pociechą wybiera się w niedzielę do teatru. Ta trzecia jest mi obca i mogłem tylko z zazdrością patrzeć na piszczące wokoło pociechy, samemu żadnych nie posiadając. Całe szczęście moje dwie pierwsze perspektywy będą dobrym wykładnikiem tej trzeciej. A więc…

Ja, lat 27, czułem się, jak na koncercie zespołu Łąki Łan, gdyby ten porzucił instrumenty i zaczął puszczać psycho-trance na pełny regulator, włączając w to pokazy wizualne na projektorze. Z inną promocją można by zrobić z Fru Fru dobrą imprezę typu drum and bass, a uczestnicy mieliby chyba większą frajdę, niż dzieciaki.

Właśnie, dzieciaki. Mój się bawił dobrze, ale to dlatego, że jest tylko w mojej głowie i ten starszy dobrze go ogarnia, wyjaśniając mu trudne pojęcia oraz metafory. Byli na sali rodzice, którzy próbowali robić to samo ze swoimi pociechami w czasie rzeczywistym, ale chyba nie na tym to powinno polegać, czyż nie?

Fru Fru ma być metaforą dorastania – pierwszych wzlotów i upadków, sukcesów i rozczarowań, jak to zwykle bywa z poznawaniem świata. Czy osobom pracującym nad spektaklem udało się w sensowny sposób przedstawić te potyczki? Jako-tako. Samo przesłanie było całkiem w porządku, choć sam nie do końca wiedziałem, czy interpretować je tylko pozytywnie – czy mamy mierzyć wyżej, czy może pogodzić się z tym, na co nas skazał los? Ciężko powiedzieć. Podróż bohatera była niezgorsza, ale czy mając dzieci i obecną wiedzę chciałbym je zabrać w podróż na Fru Fru? Chyba tylko te starsze.
Podczas spektaklu były momenty, gdy było zdecydowanie za głośno i zbyt inwazyjnie – jeśli spektakl dostępny jest dla dzieci od czwartego roku życia, to wypada go trochę stonować. Ośmiolatka/ę zabrałbym do teatru prędzej i może w późniejszej dyskusji dowiedział się, że Fru Fru wywarło na nim/niej duże wrażenie i zostawiło coś trwałego. Pozostaje mi więc wierzyć, że spektakl dotarł ze swoim przesłaniem do gibkich młodych umysłów, bo mojego zbytnio nie poruszył.

Kompletnie nieudanym pomysłem było poproszenie publiczności o pozostanie na sali, powstanie i oklaskiwanie pracowników teatru, którzy otrzymali pochwałę od prezydenta i ordery Gloria Artis. Pochwała została odczytana, wiele miłych słów zostało wypowiedzianych, wszystko to w lekkich oparach absurdu i większym braku sensownej organizacji – winszuję nagrodzonym z całego serca, ale na sali były głównie dzieci w wieku 3-11, więc gnębienie ich dziesięciominutową ceremonią tego typu było raczej nie na miejscu. Wierzę, że na takie uroczystości znalazłoby się lepsze miejsce i czas. Cały spektakl oceniam na 6.5/10 i serdecznie gratuluję – do domu poFruFrunąłem z uśmiechem, lecz nie w euforii.


__________________________
Autor zdjęcia: Paweł Strzelec
Copyright © 2018 Karolina Obrębska